Pierwsze w Polsce forum o Krzysztofie Klenczonie
FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy
Rejestracja Zaloguj

Biografia szczegółowa(1970 - 1981)

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.niuniek.fora.pl Strona Główna -> Biografia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Joga
Administrator



Dołączył: 16 Mar 2009
Posty: 21
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa(Piaseczno)

PostWysłany: Wto 1:12, 17 Mar 2009 
Temat postu: Biografia szczegółowa(1970 - 1981)

TRZY KORONY

W styczniu 1970 r. Krzysztof Klenczon podjął najbardziej znaczącą dla jego dalszej muzycznej kariery decyzję o opuszczeniu Czerwonych Gitar. W dwa miesiąca później, w marcu 1970r., ogłosił publicznie powstanie Trzech Koron. Brzmienie zespołu utrwalone zostało na SP Trzy Korony, wydanym przez Muzę, i na LP K. Klenczon & Trzy Korony, wydanym przez Pronit. Zrealizował teledyski do piosenek Retrospekcja i Kronika podróży, czyli ciuchcią w nieznane. Estradowy żywot Trzech Koron trwał jednak niewiele ponad półtora roku. Ich piosenki, skomponowane przez Klenczona podobały się publiczności, ukazały się na płycie długogrającej i ulokowały wysoko na krajowych listach przebojów.

RODZINA

- Przez przypadek znalazłam się na otwarciu Non Stopu - wspomina żona Alicja Klenczon - Tańczyłam tam z jakimś kolegą. Może to wydawało się dziwne, ale zawsze odwracał mnie w tańcu do estrady, w kierunku jednego z muzyków. Za którymś razem zwróciłam wreszcie na niego uwagę, na przystojnego czarnego, trochę zawadiacko wyglądającego chłopaka. No i... tak się zaczęło. Ślub odbył się 25 grudnia 1967 r. w katedrze oliwskiej".

W 1969 r. urodziła się Karolina, pierwsza córka Krzysztofa. Przyszła na świat w Chicago, podczas pobytu Alicji Klenczon u rodziców. Cztery lata później rodzina Klenczonów powiększyła się ponownie. Drugiej córce - Jackie-Natalie - dedykował romantyczną balladę Natalie - piękniejszy świat.

- Był dobrym mężem i ojcem, umiał zawsze pogodzić swoje pasje z obowiązkami wobec rodziny i domu. Potrafił naprawić samochód, wytapetować mieszkanie czy pomalować schody, a wieczorem dać koncert - dodaje żona Alicja. - Pamiętam, jak pracował, komponował. Grał na gitarze i notował coś na papierze. Gdy byłyśmy małe, ja i moja siostra Jackie - wspomina córka Karolina - ojciec często nam śpiewał. Jestem szczęśliwa, wiedząc, że mój tata był i jest bardzo popularny w Polsce. Lubię muzykę ojca. Nie znam słów, ale znam melodie. Bardzo mi się podobają. W moim trucku, bo jestem kierowcą ciężarowego samochodu, nie mam jeszcze odtwarzacza kompaktowego, ale płyty Czerwonych Gitar wożę ze sobą. Słucham jego piosenek, gdy jestem w domu. I właśnie wtedy czasami marzę, by czas się cofnął. Żebym mogła go jeszcze zobaczyć i usłyszeć.

- Moja dorosła już córka
- mówiła w jednym z wywiadów siostra Krzysztofa - właściwie nie znała wujka. Miała pięć lat gdy wyjechał. Dzisiaj z upodobaniem słucha jego nagrań: Wolny wieczór (bardzo to lubi), Powiedz stary, gdzieś ty był (tę harmonijkę, na której tam gra, kupił podczas tournee w ZSRR, potem mu ją ukradli), Biały krzyż (napisał to dla ojca). Może młodym brakuje dzisiaj takiej romantycznej nuty? Niuniek na pewno by się cieszył, gdyby wiedział, że jego piosenki ciągle się śpiewa. Niuniek? Właśnie, tak się na niego mówiło.

OSTATNIE LATA

[i]- Poznałem go w Polsce, zaprzyjaźniłem się w Chicago
- wspomina Janusz Letko, aktor kabaretowy i autor audycji Na luzie w polonijnej rozgłośni radiowej - byłem częstym gościem w jego pięknym domu przy ulicy Czterech Wiatrów. Dyskutowaliśmy przy barbecue i piwie, potem przynosił gitarę i śpiewał piosenki, których nikt nie znał, przepełnione tęsknotą i miłością do kraju, do rodzinnych Mazur. Kochał je i ciągle to podkreślał.

W maju 1972 r. Krzysztof Klenczon wyjechał do Chicago - wyjechał z paszportem w jedną stronę, pozostawiając w Polsce popularność i uznanie, sławę i powodzenie, to czego Ameryka nie dała mu nigdy i czego mu zawsze brakowało. Decyzję o pożegnaniu polskiej sceny muzycznej przyśpieszyły kłopoty rodzinne, nieustanne rozłąki z żoną i córką, które coraz częściej przebywały u dziadków w Chicago.

Kiedy przyszła na świat druga córka, Jackie - w 1973r. - pracował w firmach teścia jako taksówkarz i introligator. W jednym ze swoich listów napisał:

"Zacząłem tu grać już miesiąc po przyjeździe. Po występie w telewizyjnym Bob Lewandowski Show otrzymałem parę telefonów z propozycjami i wybrałem jeden z polskich klubów. Gram i śpiewam do tańca. Takie tam panują obyczaje, inne rządzą tam prawa, inne są formy działalności estradowej. Decydując się na występy w Ameryce, nie liczyłem na olśniewające sukcesy czy popularność. Jestem realistą. Wcześnie zdołałem trochę poznać tę gigantyczną maszynę pod nazwą show-business, właśnie tam, w jaskini lwa i to pozwoliło mi wyzbyć się złudzeń. Ale została wewnętrzna potrzeba komponowania i muzykowania, bycia na estradzie jest silniejsza od świadomości, że podobnych mi wokalistów i gitarzystów jest w tym kraju tysiące".

W chicagowskich klubach śpiewał przez pewien czas solo, wtórując sobie na gitarze. W końcu udało mu się założyć zespół, nie udało się jednak stworzyć brzmienia na miarę marzeń. W 1977 r. zdecydował się z nową formacją na nagranie longplaya w wytwórni płytowej Clay Pigeon International. Wspomagany przez Vyto Beleskę, współproducenta, gitarzystę, wokalistę i autora tekstów, przygotował cały muzyczny repertuar płyty. W nagraniach pomogli mu także polscy muzycy zamieszkali w USA, m. in. Włodzimierz Wander, Marek Myszko, Jerzy Jabłoński, Krzysztof Słotkowicz. Radość była jednak krótka.

- Na rozreklamowanie i rozpowszechnianie płyty, zalegającej od miesięcy półki sklepowych zapleczy wciąż mnie nie stać - żalił się w jednym z wywiadów - Samo nagranie longplaya pochłonęło prawie wszystkie moje oszczędności, a i niemało dolarów teścia. Niewiarygodnie to droga przyjemność.

Potęgujący się żal, po tym co pozostawił w Polsce, sprawił, że szukał ukojenia w komponowaniu. Właśnie w Chicago powstały m. in. Latawce z moich stron, Muzyka z tamtej strony dnia, Dom, Wiśniowy sad.

Po sześciu latach Krzysztof Klenczon przyjechał do Polski. 3 lipca 1978 r. witały go tłumy na lotnisku w Warszawie. Oklaskiwano go wszędzie, gdzie się pojawił, w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w stolicy, w sopockiej Operze Leśnej, w amfi-teatrach w Zielonej Górze i Kołobrzegu. Po warszawskim koncercie recenzent miesięcznika "Jazz" napisał:

"Stanowił on fragment krajowego tournee tego wykonawcy, od blisko 6 lat mieszkającego w USA. Przedstawiony program był doskonałym potwierdzeniem poglądu, że jako kompozytor, gitarzysta i wokalista Klenczon wspiął się na wyżyny swoich możliwości w czasie współpracy z Czerwonymi Gitarami. Był to show może nie najwyższej próby i na pewno w nie najlepszym guście (ten presleyowski, lśniący strój...), ale znalazło się w nim miejsce na przyzwoicie podane rock'n'rollowe standardy w rodzaju Blue Suede Shoes..."

Krótki pobyt Krzysztofa w Polsce zakończony został nagraniami do nowej płyty, której wydanie - z inicjatywy przyjaciół Janusza Kondratowicza i Marka Gaszyńskiego - zaproponowały mu Polskie Nagrania. Jej tytułem stał się przebój Klenczona sprzed lat Powiedz stary, gdzieś ty był, tytuł - pytanie, stawiane wielokrotnie podczas koncertowych tras po Polsce.

Płyta była gotowa na drugi jego przyjazd do kraju, jesienią 1979 r. Jej promocja odbywała się podczas trasy koncertowej po kraju. Jak podaje magazyn "Fonorama", rozpoczęła się ona 21 października w Bydgoszczy, zakończyła recitalem w Warszawie. Recenzent "Jazzu" napisał:

"Wieczorem 31 października Sala Kongresowa PKiN w Warszawie była wypełniona co najwyżej w połowie i mieli rację ci, którzy nie wybrali się na ten koncert. W pierwszej części wystąpiła Węgierka Magda Bodi (...), wokalistka o niewielkim wzroście, dysponująca całkiem dużym, do tego nieźle ustawionym głosem. Towarzyszył jej zespół prezentujący muzykę w koszmarnych aranżacjach, odegraną z estetyką godną prowincjonalnej restauracji. Następnie wkroczył na estradę Krzysztof Klenczon. Towarzyszył mu zespół Ryszarda Kruzy. Sytuacja odwróciła się. Teraz występowała dobra grupa instrumentalna z fatalnym solistą. Miał on kłopoty z emisją i intonacją. (...) Ubiegłoroczny, pierwszy powrót Klenczona na polską estradę był ciekawostką. Drugi - to klęska".

Do Chicago wrócił zrezygnowany i zgorzkniały.

FATALNY DZIEŃ

- Ostatnią rzecz, którą pamiętam - mówi żona Krzysztofa Klenczona - były światła z lewej strony naszego auta. Ocknęłam się w szpitalu i wkrótce wróciłam do domu. Odwiedzałam nieprzytomnego Krzysztofa codziennie. Któregoś dnia powiedziałam lekarzom, że Krzysztof jest muzykiem. Ordynator szpitala św. Józefa zaproponował mi wówczas, abym przyniosła magnetofon z jego nagraniami. I tak zrobiłam. Jego muzyka rozbrzmiewała w jego pokoju dniem i nocą. I chyba pomogła mu, bo się obudził. Niestety na krótko. Tylko na 12 dni.

Gdy fala solidarnościowej emigracji dotarła do Chicago, Krzysztof włączył się w działalność charytatywną, wspierając ją swoją muzyką.

-26 lutego 1981 miał wystąpić w klubie Milford w Chicago, a dochód z tego koncertu postanowiono przeznaczyć na lekarstwa dla dzieci w Polsce - wspomina siostra Krzysztofa - chociaż silny katar odbierał mu czasami oddech, postanowił, że zaśpiewa.

-Miałem zaszczyt prowadzić ten jego, jak się wkrótce okazało, ostatni koncert
- opowiada Janusz Letko - Przyjechał do klubu bardzo późno, około pierwszej w nocy, gdyż dopiero wtedy mógł przekazać taksówkę swemu zmiennikowi. Gdy witano go oklaskami na scenie, szepnął mi do ucha: "Januszku, zaśpiewam trzy piosenki i wracam do domu, bo jestem bardzo zmęczony". Ale zaśpiewał siedem, bo tyle ich chciała wysłuchać zgromadzona tam publiczność, bardzo wtedy liczna. Doprawdy, dawno nie widziałem w Milfordzie tylu ludzi. A Biały krzyż bisował trzy razy. Nikt z nas nie sądził, że nie zaśpiewa już nigdy więcej. Tak śpieszył się do domu, że zostawił w garderobie swój biały, presleyowski strój estradowy. Wisiał tam bardzo długo.

W drodze do domu, doszło do zderzenia. Na jednym ze skrzyżowań pijany Portorykańczyk nie uszanował pierwszeństwa przejazdu samochodu państwa Klenczonów...

Urna z prochami Klenczona spoczęła w rodzinnym grobie w Szczytnie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.niuniek.fora.pl Strona Główna -> Biografia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
MSHandwriting Theme Š Matt Sims 2004
phpBB  © 2001, 2004 phpBB Group
Regulamin